Zmiany wprowadzone

$h=Za zielonymi strzałkami ku asfaltowej dżungli
$k=bezpieczeństwo, przejazdy, pord
$a=Marcin Jackowski
$d=2008.05.25
$z=0
$o=
$b=96

W stołecznej wkładce do piątkowego Dziennika ukazał się tekst o powrocie zielonych strzałek na skrzyżowania, a wraz z nim poniższy komentarz, w którym kilka sformułowań domaga się dopowiedzenia. Potraktowałem tę quasi-polemikę jako punkt wyjścia do poruszenia szerzej problemu lekceważenia słabszych uczestników ruchu na polskich drogach. Wprawdzie nie będą to nowości, bo częściowo wyręczyli mnie już inni [stąd mnogość odsyłaczy, do których przejrzenia zachęcam], ani pełna analiza, to jednak w tej materii nigdy dosyć wołania na puszczy (asfaltowej). Może choć parę osób, zwłaszcza decydentów, zastanowi się i zobaczy drugą stronę medalu…

#Przy skrzyżowaniach wreszcie mniejsze korki

Komentarz z piątkowego Dziennika, dalej zwany Komentarzem.

<i>Powrót zielonych strzałek to bardzo dobra wiadomość dla kierowców. Możliwość warunkowego skrętu podczas czerwonej fezy świateł na pewno przyczyni się do rozładowania korków, szczególnie w szczycie komunikacyjnym. Teraz na skrzyżowaniach stoi nierzadko sznur samochodów, które na osobnym pasie do skrętu w prawo czekają na zielone światło, blokując auta jadące na wprost. (&#8230;). Wystarczy, że chociaż część aut skręci na zielonej strzałce i pas do jazdy na wprost zostanie odblokowany. Ale nawet tam, gdzie nie ma osobnego pasa do skrętu w prawo, znak S-2 po prostu upłynnia ruch. (&#8230;) Wiem, że rozporządzeniem ministra niepokoją się np. rowerzyści. Wiele zielonych strzałek znajdzie się przed skrzyżowaniami, przez które przebiegają ścieżki rowerowa. Cykliści boją się, że nieostrożni kierowcy będą wjeżdżali na nie bez zatrzymywania. <b>Jednak tak samo jak kierowców, rowerzystów obowiązuje zasada ograniczonego zaufania i zbliżając się do skrzyżowania, również powinni zwalniać. Jeśli kierowcy i rowerzyści będą jechali zgodnie z przepisami, nic nikomu się nie stanie.</b>

Wojciech Tumasz<br>Tumasz<br />
Stowarzyszenie Integracji Stołecznej Komunikacji</i>

[Skróty i wytłuszczenia od redakcji ZM]

#Relatywizm argumentacji

Prawda, jak banalnie prosta jest ta recepta? Rowerzysta powinien zwalniać zbliżając się do skrzyżowania. Nawet jeśli ma pierwszeństwo wskazane zielonym sygnałem, znakiem pionowym, zdrowym rozsądkiem i własną potrzebą sprawnego dotarcia do celu. Załóżmy, że rowerzysta jadący trasą główną z prędkością 25 km/h chciałby zastosować proponowaną w Komentarzu wersję zasady przezorności. Aby to zrobić skutecznie, musi zredukować prędkość przynajmniej do 10 km/h, czyli o 60%, mimo przysługującego pierwszeństwa. A co z samochodami w tym samym strumieniu ruchu, które tak jak rower mają zielone światło? Czy zbliżając się do skrzyżowania zwalniają z 60 albo 80 km/h do 30? Wiemy wszyscy, nie wyłączając autora Komentarza, że nie. Statystyczny kierowca w takiej sytuacji naciska nie na hamulec, lecz na gaz, by zdążyć przed zmianą świateł i utrzymać się w zielonej fali. Gdyby samochody stały na czerwonym i nieufnie zwalniały na zielonym, sygnalizacja stałaby się niepotrzebną dekoracją i wtedy dopiero byłyby korki! Takie zalecenie skierowane pod adresem zmotoryzowanych szybko ściągnęłoby na autora śmiech, inwektywy i szyderstwa. Ale rowerzystom można je wciskać i uchodzić za znawcę transportu.

broniewsk_wymuszenie085.jpg
Codzienny obrazek ze stołecznych skrzyżowań - samochód zajeżdża drogę rowerzyście mającemu pierwszeństwo na całą szerokość przejazdu - o włos od wypadku.

Jak rozumiem tezę Komentarza: skoro kierowca przed skorzystaniem z warunkowego zezwolenia na skręt w prawo musi się zatrzymać, to można to samo nakazać rowerzyście posiadającemu bezwarunkowy priorytet. Kierowcom jadącym w tej samej relacji - już nie (jak wykazano wyżej).
Czyli - rowerzysto, masz pierwszeństwo na własną odpowiedzialność, więc lepiej go ustąp i nie podskakuj. Tak można by najprościej ująć tę zasadę. Niby wzajemność i takie same obowiązki, a de facto stawianie się silniejszego uczestnika ruchu ponad słabszymi i zakamuflowany pod płaszczykiem pozorów najczystszy relatywizm.

Co zrobić z zagrożeniem, jakie silniejsi stworzą wobec słabszych? Nasilić kontrole policji? Przeprowadzić badania (których aktualnie nie ma)? Nie stosować strzałek w szczególnie niebezpiecznych miejscach? Edukować kierowców? Zmniejszać promienie łuków? Ależ skąd! Po co tyle zachodu! Jest prostszy i darmowy sposób do zastosowania od zaraz - przerzucić ciężar ostrożności na tego, kto bardziej ryzykuje, kto obiektywnie, prawami fizyki jest bardziej do tego zmuszony, bo ma do stracenia życie lub zdrowie, a nie tylko wgniecenie karoserii, wybitą szybę czy utratę upustu za OC. Niech rowerzysta zwalnia by ułatwić życie samochodom. Niech wie, gdzie jego miejsce w drogowym porządku dziobania.

Silniejsza większość rządzi, a wprowadzając na drogach prawo dżungli najczęściej dorabia do tej dyktatury uzasadnienie dbałością o dobro słabszej mniejszości i jej ochroną przed <q>złudnym poczuciem ochrony</q>. Przykład takiej postawy dają nawet organy Państwa! Pracownicy Biura Rzecznika Praw Obywatelskich [[pord-rpo-083]] [[pord-rpo-077]] czy Ministerstwa Transportu [[pord-rpo-075]]. Bo <q>nie może mieć miejsca sytuacja, że pod skręcający z szosy samochód wjeżdża nagle rozpędzony rowerzysta - pozostający w przekonaniu, że to on ma pierwszeństwo przejazdu</q>.
Czy to urzędnicze odkrycie nie pasuje jak ulał do teorii
zaprezentowanej w Komentarzu?

Nie można silniejszemu zwracać głowy słabeuszami na rowerach! Jeśli wysoko postawione osoby, od których należałoby wymagać rzetelności, praworządności i obiektywizmu, pochwalają i same dają przykład traktowania rowerzystów jak pariasów, to czego oczekiwać od szarego obywatela czy funkcjonariusza? Czy można się dziwić, że lokalni urzędnicy chcą nas uszczęśliwić kaskami i kamizelkami [[kamizelki-084]] [[a080508_pord_kamizelki_odpowiedz]], a wielokrotne i konkretne sygnały o zagrożeniach ignorują [[zdm-sciezki-075]] [[nbezp-zdm-071]] [[oznakowanie_przejazdow]] [[voice_award-071]] i do niczego innego nie są zdolni?

#Prawomocna dyskryminacja

<q>Jeśli kierowcy i rowerzyści będą jechali zgodnie z przepisami, nic nikomu się nie stanie</q> - wyrokuje rozbrajająco autor Komentarza. Chciałoby się dopowiedzieć - jeśli ludzie zgodnie z przepisami przestaną kraść, można będzie zrezygnować z krat w oknach, sejfów i kas pancernych.
Trzeba albo być bardzo naiwnym, albo uważać za bardzo naiwnych odbiorców, by wypowiadać się w taki sposób na temat omawianych zagrożeń. Czystej próby wishful thinking to nie wszystko, co razi w tej wypowiedzi. Odnosząc się do niej nie można pominąć aspektu jeszcze istotniejszego, którego autor może sobie nie uświadamia: w Polsce <b>zgodnie z przepisami</b> wcale nie oznacza <b>bezpiecznie i sprawiedliwie</b>.

Środowiska rowerowe od dawna zwracają uwagę, że polskie zasady ruchu drogowego dyskryminują pieszych i rowerzystów niezgodnie z międzynarodową Konwencją wiedeńską o ruchu drogowym [[pord]]. Niedawno zarzuty wobec PORD potwierdziło Biuro Analiz Sejmowych [[bas-084]]. Zidentyfikowało też inne rozbieżności, dotyczące np. pierwszeństwa pieszych na przejściach. Konwencja nakazuje ustąpić pierwszeństwa pieszym <b>wchodzącym na przejście</b>, tymczasem polskie prawo - tylko <b>już znajdującym się na przejściu</b>, a jednocześnie zakazuje pieszym wchodzenia bezpośrednio pod jadący pojazd. Czyli w zasadzie <b>odbiera jakiekolwiek pierwszeństwo</b>. Zgodność z którymi przepisami ma więc gwarantować bezpieczeństwo? Z kulawym PORD czy może z nadrzędną, lecz Polakom nieznaną Konwencją?

Do tego dochodzi brak nie tylko norm, ale i dobrych praktyk czy zwyczajów technicznych, dzięki którym sama infrastruktura zapewniałaby bezpieczeństwo np. zmuszając do ostrożniejszej jazdy. Podstawą działania decydentów i projektantów jest najczęściej sprzeczny z bezpieczeństwem dogmat płynności ruchu. O jego najmniej chronionych uczestnikach myśli się głównie przez pryzmat eliminacji i pozbycia się &#8211; wygrodzenia, przejścia podziemne, kładki, zatoki kosztem chodników,chodników [[zatoki]], szerokie jezdnie,jezdnie [[szerokosc_zabija-112]], duże promienie zakrętów,zakrętów [[galla_anonima-10a]], zapewnianie strefy akumulacji kosztem odsunięcia przejść od skrzyżowań itd., itp. Ulica to królestwo samochodu, z którego trzeba przepędzać niezmotoryzowanych intruzów.

Pan Wojciech Tumasz może tych aspektów nie analizuje, choć w tematyce komunikacji tkwi chyba dość mocno i chce w niej uchodzić za eksperta. Przyznaje, że coś słyszał o obawach cyklistów związanych z kolizyjnością relacji skrętnych. A mimo to, nawet w przemyślanej wypowiedzi dla prasy wykazuje &#8211; nazwijmy rzecz po imieniu &#8211; zwykły motocentryczny egoizm. Czego więc oczekiwać od przeciętnych ludzi za kierownicą, niezbyt skłonnych do (nomen omen) autorefleksji, spieszących się, zestresowanych, niewdrożonych na kursach do uważania na innych uczestników i zachęcanych nawet przepisami do nieposzanowania pieszych i rowerzystów? (zobacz relację o następstwach wypadku i bezkarności sprawcy-zbiega
http://forum.fz.eco.pl/viewtopic.php?t=808
))
Czyż zamiast wpadać w euforię nad zieloną strzałką nie powinno się bić na alarm? Część fachowców już to robi [[zielona_strzalka-081-jn]]. Przydałoby się wsparcie mediów, które niestety nie kwapią się do pójścia pod prąd stereotypom.

broniewsk_zastawienie085.jpg
Przykład na pozorność pierwszeństwa rowerzysty. Może nie najgorszy - przecież udało mu się przecisnąć między samochodami...


#Medialna sensacja

Towarzyszący tej wypowiedzi tekst na łamach Dziennika, choć kładzie nacisk na zyski kierowców, to przynajmniej stara się wspomnieć także o drugiej stronie medalu i potencjalnych szkodach. Niestety czyni to dość zdawkowo, a przecież sprawa zielonych strzałek jest warta publicznej dyskusji i zbyt poważna, by skwitować ją zachwytem nad &#8222;odkorkowaniem skrzyżowań&#8221;.

Choć media obficie eksploatują ten temat, to pokazują go z jednego punktu widzenia: <i>dobra wiadomość dla kierowców</i>. Wolą się nie narażać pobieżnej opinii zmotoryzowanej większości. Po modnych w stołecznej prasie reprymendach pod adresem inżyniera Galasa przyszła teraz kolej na pytania &#8222;Kiedy zielone strzałki odkorkują Warszawę&#8221;. Doprawdy zabawne. Chyba nie wcześniej, niż wtedy, gdy tuż za zakrętem nie będzie się trafiać do kolejnych korków, zupełnie nie związanych z organizacją ruchu na skrzyżowaniach.
Zagrożeń powodowanych (pośrednio) przez sygnalizator S-2 dostrzegać się nie chce albo nie wypada. Lepiej być moto-politycznie poprawnym i widzieć w zielonej strzałce lekarstwo na korek, a nie sposób na szybsze dotarcie do tego właściwego korka.

28 kwietnia Życie Warszawy oceniło: <q>przez bezsensowną likwidację zielonych strzałek stolica się zakorkowała, a podatnicy stracą co najmniej 8 mln zł</q>. A ile zdrowia stracą ofiary wypadków, do których dojdzie w wyniku ich przywrócenia? Czy władze chociaż próbowały o tym pomyśleć, czy nie zaprzątają sobie głowy takimi &#8222;drobiazgami&#8221; [[zielona_strzalka-081]], bo motoryzacyjne dogmaty są ważniejsze?

Na podparcie oburzenia zacytowano m.in. wypowiedź pana, który wrócił z Hamburga i widział tam strzałki na większości skrzyżowań. Ów pan ani redakcja nie dodaje jednak, że niemieccy kierowcy mają diametralnie inne nawyki. Wiedzą, że grozi im <b>kara za samo zaniedbanie obejrzenia się do tyłu przed zamierzonym skrętem w prawo i sprawdzenia, czy nie nadjeżdża rower</b>. Ilu Polaków za kierownicą tak postępuje? Pewnie kilkanaście procent.

Wysoki poziom zagrożenia związany z istnieniem zielonych strzałek potwierdzają statystyki z lat 2004-2006 w Warszawie [[zdarzenia_rowerowe_2004_6]]. Wynika z nich, że<br>że<br />
- właśnie w rejonie skrzyżowania miało miejsce ponad 50% zdarzeń z udziałem rowerzystów,<br>rowerzystów,<br />
- w tym 28% na skrzyżowaniach z działającą sygnalizacją (a tylko 7% jako skutek wjazdu na czerwonym świetle),<br>świetle),<br />
- najczęstszą ich przyczyną było nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu, nieco częściej przez kierowcę pojazdu silnikowego (115) niż rowerzystę (85). <br><br />
- w 72% były to zderzenia boczne pojazdów.

W skali kraju jest podobnie [[wypadki2007]].

Przedstawianie sprawy zielonych strzałek tak wycinkowo i wyolbrzymianie znaczenia ich braku może mieć fatalne następstwa. Nieznaczne przyspieszenie ruchu po mieście może być okupione ofiarami wśród rowerzystów i pieszych. Czy o to chodzi decydentom? Czy są świadomi skutków, które mogą spowodować, zwłaszcza w sytuacji niespójności polskiego PORD z Konwencją Wiedeńską? Kiedy rząd zajmie się również tym problemem?

#Eksperymentalna weryfikacja

Mam nadzieję, że powyższe słowa nikogo nie urażą, lecz pomogą dostrzec inne, nie tak optymistyczne aspekty.
Czym innym jest zasada ograniczonego zaufania, a czym innym próby lansowania pod tą nazwą ograniczonego prawa niechronionych użytkowników dróg. To ostatnie musi budzić stanowczy sprzeciw.
Pieszym jest każdy z nas i każdy może boleśnie odczuć na sobie lub bliskich skutki nierozważnego majstrowania przy aktach prawnych decydujących o bezpieczeństwie na drodze.

Stołecznemu Inżynierowi Ruchu proponuję przed dalszymi decyzjami prosty eksperyment &#8211; przeprowadzenie całodziennych obserwacji w 10 reprezentatywnych punktach, w których sygnalizatory S-2 już działają. Z ukrycia i bez zapowiedzi, aby były obiektywne. A następnie podsumowanie jakościowe i ilościowe zachowań wszystkich grup użytkowników. Niech kierowcy zagłosują za zielonymi strzałkami&#8230; nogami &#8211; nana hamulcu &#8211; przynajmniej w 51 procentach. To byłby bardzo dobry wynik [[zielona_strzalka-081-jn]].

#W uzupełnieniu &#8211; dla wytrwałych

##Informacje dla kierowców, Niemcy

[Fragment materiału spod adresu
http://www.odyssei.com/pl/travel-tips/7825.html
]

</i>W [niemieckich] miastach kierowca powinien zwracać szczególną uwagę na pieszych i rowerzystów, którzy na przejściach i ścieżkach rowerowych korzystają z bezwzględnego pierwszeństwa. W przypadku kolizji z rowerem lub na przejściu dla pieszych z pieszym kierowca samochodu musi liczyć się ze szczegółowym postępowaniem wyjaśniającym, nawet jeśli nie było poważnych następstw zdarzenia.</i>

##Parafraza nadwiślańska

W polskich miastach kierowca nie musi zwracać uwagi na pieszych i rowerzystów, bo nie grozi mu z ich strony nic poza zadrapaniem lakieru czy wgnieceniem maski. W przypadku kolizji z rowerem lub na przejściu dla pieszych z pieszym kierowca samochodu może liczyć, że policja pomoże mu zwalić winę na mniej chronionego &#8211; zarówno fizycznie, jak i prawnie.

#Tytułem podsumowania

Zrównajmy poziom ilościowy zielonych strzałek w Polsce z poziomem Niemiec, czemu nie. Ale niech w ślad za tym od razu pójdzie zrównanie poziomu dyscypliny i kultury kierowców a także wyrównanie prawnych dysproporcji w ochronie słabszych uczestników ruchu. Niech polskie władze zamiast uprawiać dyskryminację rowerzystów pod pretekstem dbania o nich przypomną sobie wreszcie o ratyfikowanej 24 lata temu umowie międzynarodowej.









Zmiany oczekujace na akceptacje

Brak zmian.